piątek, 3 maja 2013

Prolog

        Opowieść ta zaczyna się pewnego poranka w Polsce w miejscowości Mogielnica. Dziewczyna brązowych włosach i piwnych włosach...


...oraz o imieniu Monika wstała ze swojego łóżka sądząc, że ten dzień jest taki sam jak każdy, który jak dotąd przeżyła od 37 lat. Poszła do łazienki, by iść się wykąpać, wykonać poranną toaletę i się ubrać.
        Gdy po pół godzinie wyszła i rozejrzała się dookoła.
- Gdzie jest moja bransoletka?... - spytała w przestrzeń. Rozglądała się dookoła przez piętnaście sekund aż w końcu odnalazła ją. - ...A tu cię mam! - powiedziała. Leżała na biurku.


Wzięła ją i zeszła na dół, gdzie był już jej mąż Karol z córką Zuzanną. - ...Dzień dobry, kochani. - przywitała się. Usiadła przy stole i zaczęła jeść śniadanie.
        Po pół godzinie wyszli wszyscy, każdy w swoją stronę. Karol pracował w firmie, która produkowała laptopy i komputery. Monika za to pracowała w pobliskim MarcPolu. Zuza poszła do szkoły gimnazjalnej, która mieściła się dwie ulice dalej.
Naszą główną bohaterką nie była jednak Monika, ale Zuza. Była to siedemnastoletnia ruda dziewczyna o zielonych oczach koloru trawy.


        Nienawidziła swoich rodziców ani takiego... normalnego życia jak to ona nazywała. Jej jedynym przyjacielem był Harry, a dokładniej: marzenia, książki, filmy oraz pisanie o nim opowiadań. Marzyła by przenieść się do jego świata. Nie spodziewała się, że ktoś słyszy jej myśli i ma zamiar spełnić jej marzenia.
Kilka minut później...
        - Hej, panienko. Psyt. - rozległ się czyjś głos w krzakach. Rudowłosa spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła dziwną zakapturzoną postać w masce. Dziewczynie przypominała Śmierciożercę, tak jak opisywała J. K. autorka powieści o Potterze.
- Hej, panienko. Psyt. - rozległ się czyjś głos w krzakach. Rudowłosa spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła dziwną zakapturzoną postać w masce wyłaniająca się z nich.
- Kim jesteś? - spytała z lekka paniką, ale w uchu czuła, że coś z nią łączyło, ale nie wiedziała co.
- To nie ważne. Ważne jest to, czego ty chcesz. Chcesz przenieść się do świata Pottera, prawda? - spytała postać.
- Ja... tak. Chciałabym, ale... to niemożliwe... - westchnęła.
- Ja mógłbym to zrobić. Pójdź ze mną, a spełnię twoje marzenie. - oświadczyła postać.
- Naprawdę? - spytała z niedowierzaniem.
- Tak.
- Czy jest w tym jakiś haczyk? - zapytała.
- Bystra jesteś. Tak. Jest. Musisz coś dla mnie zrobić. - odparł.
- Co takiego?
- Musisz zabić swoją matkę i odebrać jej bransoletkę. Dzięki niej będziesz mogła mieć magiczne zdolności, którymi będziesz mogła dysponować w magicznym świecie. - wyjaśnił.
- Jak to? Ale...
- Chcesz spędzić trochę czasu w świecie Harry'ego Pottera? - spytała postać nagle zdejmując kaptur. Zuza nie znała go, nie była także pewna, tego iż miała zabić własną matkę. Co prawda, nienawidziła jej i nie znosiła, gdy się jej rozkazywało, ale chciała innego życia i trochę przygody, ale za taką cenę? Może uda się ją jakoś uratować?
- Zgoda. Zrobię to. - postanowiła po dłuższej chwili i poszła do sklepu swej matki. Jej mama była szefową marketu, a będąc jej córką miała pewne ułatwienia, gdyż pracownicy ją tam znali. Weszła do środka i spytała pierwszego lepszego sprzedawcę o jej matkę.
- Jest u siebie. - odpowiedział jeden z nich. Dziewczyna poszła tam. Weszła do środka. Jakiś ochroniarz ją zatrzymał pytając:
- Co tu robisz?
- Przyszłam do mamy, bo mam jej coś ważnego do powiedzenia... na osobności. - dodała po chwili wahana. Mężczyzna wpuścił ją, a ona weszła. Gabinet Moniki wyglądał skromnie, ale przestronnie. Nie było tu ani za ciasno ani za luźno. W sam raz. Kobieta zobaczywszy ją ucieszyła się.
- Zuza, co tu robisz, skarbie? Powinnaś być teraz w szkole. - spytała.
- Wiem, mamo, ale ja... chciałam ci powiedzieć coś ważnego... - zaczęła zamknąwszy drzwi.
- A co takiego?... - zapytała odkładając papiery na biurko. Dziewczyna była w bardzo niezręcznej sytuacji.         Oto jej chwila prawdy. Nagle – nie wiadomo skąd w jej dłoni pojawił się... nóż(?). Ruda spojrzała na niego i zorientowała się co ma zrobić. Spojrzała na matkę i powoli zbliżała się do niej. - ...Zuza, co robisz? - spytała, gdy ta zbliżała się z nożem, ale dziewczyna nie odpowiedziała. Pokój był mały, ale było dużo mebli, więc narobiły dużo hałasu, bo gdy Monika przewróciła jedno z krzeseł rozległy się kroki za drzwiami. Zuza musiała szybko działać. Bez wahania wbiła matce nóż w serce, a potem zdjęła bransoletkę i wybiegła jak piorun z gabinetu. Nie zauważyła, że w jej ręku bransoleta zaczęła zmieniać kształt, rozmiar i... ilość.
Gdy znalazła się na zewnątrz nie wiedziała, gdzie dokładnie się znajduje. Widziała przed sobą tylko las i krzaki. Oddychała ciężko. Przysiadła przy jednym z drzew, by odpocząć. Nie minęło nawet piętnaście minut, gdy usłyszała czyjeś kroki. Podniosła gwałtownie głowę. Obracała ją w lewo i prawo.
- Kto tam? Kto tu jest? Pokaż się!... - zawołała celując przed siebie nożem. Po chwili pokazała się wysoka zakapturzona postać i maską na twarzy. - ...To ty! - zawołała. Postać podeszła do niej.
- Masz bransoletkę? - spytał.
- Tak. Mam ją w ręku... - podniosła rękę, ale zamiast turkusowej bransoletki i srebrnego słonia miała w ręku w sześć przedmiotów: kolczyk w kształcie kulki, wisiorek w kształcie serca, broszkę także w kształcie serca, pierścionek wokół, którego są serca, coś w rodzaju bańki i spinkę w kształcie motyla. Każdy z tych przedmiotów miał jeden kolor: turkusowy. Niesamowicie błyszczały i jarzyły się tym kolorem, tak samo jak dziś rano przy śniadaniu, gdy mama miała na ręku swoją. Dziwne było to, że błyszczał, gdy tylko ona była w pobliżu.


- ...C-co to jest? - spytała.
- Niewiarygodne. To legendarne artefakty kochanki Merlina. Są zaczarowane. Błyszczą tylko wtedy, gdy znajdą powiernika toteż powierniczkę, która zabił bądź zabiła kogoś, kto zabił posiadającego magiczny artefakt w świecie niemagicznym. Musisz posiadać wyjątkową moc duchową. Jak się nazywasz?
- Zuzanna Teresińska. - przedstawiła się.
- Zuzanno, chcę ci podarować pewną kłódkę, ja będę mieć klucz. Osobno są zwyczajne i bezużyteczne, ale razem stworzą portal, który przeprowadzi cię do świata czarodziejów, a tym samym do świata Harry'ego Pottera. - wyjaśnił.
- Mam jedno pytanie. Po co mi te rzeczy? - spytała pokazując na turkusowe przedmioty.
- Wybierz jeden z nich, a resztę porozrzucamy po świecie. Gdy osoby dostaną te przedmioty wydarzy się coś w tamtym świecie. Przeniosę cię do tamtego świata, ale zmienimy nieco bieg wydarzeń i ty będziesz musiała im pomóc. Przewodzić nimi bez względu jacy będą, kim będą i skąd będą pochodzić. Jeszcze coś, musisz mi powiedzieć jak chcesz się tam nazywać oraz wyglądać? - poprosił. Dziewczyna pomyślała przez chwilę, a potem odparła:
- Susan Fin i chcę być blondynką o piwnych oczach. - wyjaśniła.
- Zgoda. Będziesz tam mieć jedenaście lat. Zaczniesz w czasach Toma Riddle'a. - oświadczył.
- Dobrze. Może teraz wybiorę przedmiot? - zaproponowała.
- W porządku. Co proponujesz? - spytał. Dziewczyna przez kilka chwil milczała aż w końcu odparła:
- Wybieram ten pierścionek. - odparła.


- Dobrze. Oto klucz i kłódka... - obie rzeczy wyglądały ślicznie. Kłódka miała kształt serca i końcówka klucza także.


- Dobrze. Oto klucz i kłódka... - obie rzeczy wyglądały ślicznie. Kłódka miała kształt serca i końcówka klucza także. - ...Proszę, oto kłódka. Ja będę mieć klucz. Razem otworzymy portal między wymiarowy, którym pójdziemy do świata magii. Poprowadzę cię na początku... - objaśnił. Zuza założyła pierścień, a mężczyzna wziął resztę przedmiotów i rzucił w niebo. Machnął ręką, a one poleciały w górę i porozrzucały się w pięciu kierunkach i po chwili nie było już po nich śladu. - ...Gotowa? - spytał.
- Myślę, że tak. - odparła.
- Dobrze. Pomyśl teraz o nowym wyglądzie i tożsamości. Przemienisz się w trakcie przenoszenia się do tamtego świata. - oświadczył.
- Dobra. - Zuza wyobrażała sobie nowy wygląd i wymawiała w myślach nowe imię i nazwisko. Tymczasem postać powiedziała:
- Proszę, o to kłódka. Wyciągnij ją w górę i czekaj aż wypowie te słowa: "Fulgebunt quasi stellae in signum,..." - tu włożył klucz do dziurki kłódki i dokończył: - ...A ty dokończysz słowami: - tu szepnął jej do ucha kilka słów. Ta kiwnęła głową i wypowiedziała te oto zdanie:
- "...et in caelo est sol" - wyrecytowała. Mężczyzna przekręcił klucz w kłódce i nagle-niespodziewanie obok nich pojawił się wirujący portal, aż zawiało.
- Teraz musimy tam wejść. - oświadczył poprzez szalejący wiatr. Dziewczyna kiwnęła głową i śmiało weszła wraz z postacią w wirujący portal. Ledwo przekroczyła próg owego portalu, gdy opadła z sił i zemdlała.

~~*~~

Kilka godzin później...
        Obudziła się w dziwnym miejscu. Poraziło ją światło z jakiegoś okna. - "Co to za okno? Gdzie ja jestem?" - pytała sama siebie w myślach. Nikt jej nie odpowiedział, gdy znowu poczuła senność...